czwartek, 9 lipca 2015

artykuł #1

Czy paradoksy manipulują codziennością? Banał. Kolejny banał. Ale czasem pomaga otworzyć komuś oczy, jeśli samemu nie potrafi się powiedzieć stop. A może to własnie o mnie chodzi. Nie wydaje mi się, że ktokolwiek przejmuje się patrząc z boku na kogoś, kto nie potrafi się uwolnić, z jakichkolwiek sideł. Ja nie potrafię. Dostrzegam swoje błędy, wady, ale nie oddziele grubą kreską czegoś, co mnie ogranicza. Poruszyło mnie pewne zdanie, wypowiedziane w moją stronę: "Jeśli chcesz zmieniać świat, zacznij od siebie". Tak, to zdecydowanie towarzyszące mi hasło. Ale nie pomaga. Nie żalę się, mówiąc, że czasem czuję się jak frajer? Kiedy ktoś zrobi w stosunku do mnie coś, co mi się nie podoba, co jest być może trochę niemoralne, tak właśnie, wtedy zaczynam szukać czegoś w sobie, czy przypadkiem nieświadomie, a raczej jako kryjący się hipokryta, bo umiem nazywać rzeczy po imieniu, nie robię czegoś, co jest niemoralne z tej drugiej strony. I jak to się kończy? Pośród wszystkich ludzi, którzy nie mają sumienia, czy nie potrafią mówić o swoich błędach, czyli ludzi bliżej znanych jako ideały, stoję mała ja, a dlaczego mała? Bo chcąc zrobić dobrze, wychodzę na tym źle, dla siebie, dla ludzi wokół mnie. Tylko dlatego, że ktoś nie życzył sobie żeby w grę zwaną życiem wchodziło sumienie i prawa moralne.  A co, jeśli ta osoba, która w pewnym sensie zmieniła moje poglądy na świat, też jest hipokrytą? I mówiąc zmień się, jest jedną z tych osób, które nie mają w zwyczaju myśleć o pieprzonym sumieniu. Szukam już sedna sprawy, bo jestem zmęczona, a dopiero się rozkręcam, ale może to i dobrze. Sama zastanawiam się dlaczego, ale skoro tak napisałam, tak musi być. Fatalna sprawa z tymi paradoksami. Najpierw patrzę na coś z założonymi rękoma, z niedowierzaniem patrząc na te naiwne, czy głupie laski, których myślą przewodnią jest jakaś tam miłość. Kurcze. Przykra sprawa, nie umieć postawić na swoim. Do czasu, gdy TĄ okażę się ja, tą która nie potrafi powiedzieć dość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz